Czy chiński to najtrudniejszy język świata? Argument nr 1: mała różnorodność dźwięków

W tej serii artykułów chciałbym przedstawić powody, dla których chiński może faktycznie sprawiać problemy. Nie chciałbym tu rozprawiać się nad tym, czy jest on najtrudniejszym językiem świata, ani też mówić o stereotypach na temat chińskiego. Chcę przedstawić wam mój punkt widzenia, moje doświadczenia i moje frustracje. Rrrrrr!

487857348_29c7060307_c

Na pierwszy ogień lecą dźwięki. Ich mała różnorodność to tylko jeden z problemów. Powiem wam, że dźwięki to mój ogromny przeciwnik, który skutecznie przeszkadza mi w nauce mandaryńskiego. Zawsze miałem problemy z rozumieniem języka mówionego, w tym polskiego. Ale na początku nauki chińskiego nie stresowałem się. Dlaczego? Bo nie wiedziałem, że słuchanie chińskiego jest trudniejsze niż słuchanie europejskich języków. Ale to dobrze, że nie wiedziałem, bo jakbym wiedział, to pewnie bym się zestresował i wyszłoby jeszcze gorzej. Dobra, o co dokładnie chodzi?

Rozpocznijmy od tytułowej małej różnorodności. Liczba sylab w chińskim jest dużo mniejsza niż np. w polskim, a nowe słowa muszą podporządkować się już do istniejących sylab w języku mówionym i do istniejących znaków w języku pisanym. Według treści z tej strony (klik), w chińskim mamy około 410 sylab. Nie wygląda to może jak bardzo mała liczba. Moje odczucie jest jednak takie, że jest ich bardzo mało i że na maksa czuję, gdy mówię, że powtarzam ciągle te same dźwięki. A jak słucham, to czuję, że słyszę ciągle to samo. Na przykład sylaby shi lub yi — wydaje mi się, że to najczęstsze sylaby w chińskim — łażą za mną jak cień i mam wrażenie, że są wszechobecne!

To, co pomaga w rozróżnianiu tych sylab, to tony. Tonów mamy około 4, więc liczbę tych sylab możemy pomnożyć przez około 4 i dostaniemy liczbę wszystkich dźwięków w mandaryńskim. To pomaga, ale też nie pomaga. Jak uczę się słów, to uczę się ich z tonami, oczywiście, bo chcę wymawiać je poprawnie. Niestety, zrozumienie którego tonu używa nasz rozmówca jest trudne, a dla mnie bardzo trudne. Po prawie 4 latach nauki często nie jestem w stanie w locie powiedzieć jaki ton słyszę. Gdy powtórzę na głos, co zostało powiedziane — ok, jest dużo łatwiej, no ale podczas rozmowy przecież nie będę powtarzał każdego słowa po rozmówcy.

No ale co z tymi tonami? To, że jak uczę się, że słowo X wymawia się w tonie trzecim, a potem ktoś wymówi to słowo podczas swojej wypowiedzi, ale ja pomyślę, że użył tonu drugiego, to… jestem w dupie. Nie wiem czy to ja jestem dziwny, czy to normalne, ale nie jestem w stanie w ogóle skojarzyć słowa. Widzę, że im więcej praktyki słuchania, to tym lepszą mam intuicję co mogłem źle zrozumieć. Coraz lepsza jest również świadomość podobieństwa pewnych tonów w pewnych sytuacjach oraz, po prostu, coraz lepsze jest rozpoznawanie tonów.

To nie koniec tonów. W szybkiej rozmowie tony mogą być wypowiadane (i przez uczniów, i przez native speakerów): źle, niedbale lub szybko. Źle wypowiadane tony — nie zauważyłem, by był to częsty problem u native speakerów, natomiast jest nierzadki wśród uczniów. Oczywiście bardzo utrudnia to zrozumienie, zwłaszcza że uczniowie (w tym ja, he he he) często używają nieadekwatnych słów do danego kontekstu. Można przez to bardzo się zdziwić co osoba chciała powiedzieć i jak bardzo różni się to od tego, co zrozumieliśmy. Niedbale wypowiadane tony — bardzo częste i całkowicie normalne. Widać tutaj kolejną charakterystykę nauki tonów: nic nie daje. No dobra, daje coś, ale bardzo często będziesz słyszał tony wypowiadane niedbale, co w połączeniu z niezdolnością do rozpoznawania czystych tonów jest niezłym kombosem, a często wręcz fatalitą. Mam czasem wrażenie, że umiejętność rozpoznawania tonów nie jest aż tak ważna, ponieważ większość słów, jakie będę słyszał, jest wypowiedziana z tonem niedbałym. Niedbałym lub… no właśnie, trzecia opcja: szybkim. Szybko wypowiadane tony — to po prostu szybko wypowiadane słowa. Jeśli uczyłeś się kiedyś jakiegoś języka obcego, to pewnie wiesz, że prawie wszystkie słowa wypowiadane przez doświadczonych użytkowników języka są wypowiadane szybko. Jak ktoś wypowiada zdanie szybko, to na ogół nie dasz rady powiedzieć z jakim tonem była wypowiedziana każda z sylab. Może jak jesteś doświadczony w chińskim, to dasz radę, ja na pewno jeszcze nie. Szczerze, nie jestem pewien czy rozpoznanie tonu każdej sylaby w szybko powiedzianym zdaniu jest dla człowieka możliwe.

Dobra, skończyłem już o tonach. Pamiętacie liczbę 400, że tyle jest sylab w chińskim i tak dalej? Są pary sylab, które brzmią do siebie bardzo podobnie, a w konkretnych akcentach jeszcze podobniej. Chodzi o pary typu: tantang, manmang, zhanzhang. Wymowy są podobne, w szybkiej mowie dla mnie nierozróżnialne, a konkretne akcenty sprawiają, że nawet w wolnej mowie trudno je rozdzielić.

Ostatnia kwestia. W każdym języku istnieje, ale w chińskim jest według mnie wyjątkowo dokuczliwa, a to z tego powodu, że są te przeszkody, które przed chwilą omówiłem. A chyba z każdą kolejną przeszkodą przyrost trudności jest coraz mocniejszy. Tak zwany efekt kuli śnieżnej. Jak coś, to to tylko moje odczucia, żadne naukowe fakty. Dobra, przechodzę do rzeczy, tj. tej „ostatniej kwestii”. Ostatnia kwestia, jaką chciałbym tu poruszyć, to to, że podczas szybkiego lub niedbałego mówienia dźwięki zniekształcają się. Część się zniekształca, część dźwięków w ogóle znika. Przykłady z polskiego: „nie wiem” staje się „nie–em”, „dzień dobry” staje się „dzieniobry”, a „proszę pani” staje się „pszepani”. Uważam, że to jest wiedza, którą da się usystematyzować, ale mało kto ogólnie o tym mówi. Jednakże, nie traćcie nadziei! Jeśli uczycie się chińskiego, to daję wam poniżej filmik, który niedawno odkryłem. Właściwie to nie to, że niedawno odkryłem, ale on po prostu dopiero co powstał. Dziewczyna mówi o typowych zmianach dźwięków w szybkiej mowie. Pozycja obowiązkowa dla każdego ucznia mandaryńskiego!

Jest dla mnie szokujące, że pierwszy raz natykam się na tę wiedzę po prawie czterech latach nauki tego języka! Jest to wiedza podstawowa i powinien znać ją każdy po kilku miesiącach nauki — tak uważam.

Na koniec chcę zachęcić cię do przeprowadzenia eksperymentu myślowego. Wyobraź sobie język, w którym istnieją wszystkie te wymienione problemy. W połączeniu razem dają mieszankę wybuchową! Brawo, panie Mandaryński, udało się panu zagiąć mnie nieziemsko. Chiński to dla mnie najtrudniejszy język, jakiego się w życiu uczyłem, i nie wydaje mi się, by miało się to zmienić w niedalekiej przyszłości. W przyszłych artykułach chciałbym opisać ci pozostałe partie chińskiego, które były, są i będą moim wielkim wyzwaniem ze względu na swoją hardkorowość. Tymczasem zapraszam cię do podzielenia się twoją opinią na temat tego artykułu.

Skomentuj artykuł tutaj lub na Facebooku.

Zdjęcie pochodzi z flickr.com.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.