Czy nauka języków w czasach nowoczesnych technologii ma sens?

Spojrzymy dzisiaj na naukę języków przez pryzmat użyteczności — czy bez nauki języka da się przeżyć w dzisiejszych czasach i czy mamy skuteczniejsze alternatywy.

aaa

O co w ogóle chodzi? Jak można nauczyć się języków inaczej niż ucząc się ich? Istnieje jakiś czip, który wstawiamy do mózgu i już umiemy język? Nie, ale mamy technologie, które mogą nas wyręczyć zupełnie w używaniu języka obcego. Mamy na rynku aplikacje na komórki, które tłumaczą mowę natychmiast na obcy język, a nawet urządzenia, które to robią. Demo poniżej.

Nauka języka obcego dla sprawnej komunikacji.

Takie roboty są coraz inteligentniejsze. Tłumaczenia coraz dokładniejsze i szybsze. Wydaje się, że uczenie się języków nie ma już sensu, skoro można kupić urządzenie za 100zł i nie uczyć się języka przez 10 lat, a efekt mieć prawie taki sam. A nauka języka to poświęcone pieniądze (dużo większe niż 100zł) i czas (duuuuuuuużo czasu).

Według mnie wniosek z tych „obliczeń” jest prosty: uczenie się języków nie ma sensu. Ktoś może powiedzieć: ale takie tłumaczenie nie jest równoległe; trzeba poczekać jedną lub dwie sekundy, żeby dostać tłumaczenie. A ja mówię: no i co z tego? Jeśli celem jest przekazanie informacji i jest ona przekazana, to wszystko okej. Nawet jeśli zostaje przekazana dwie sekundy później. Jaką robi ci różnicę, że osoba zapytana o drogę na Akropol odpowie ci dwie sekundy później? Albo że kelner przyjmie twoje zamówienie dwie sekundy później? Mi nie robi żadnej — zwłaszcza że przy okazji zaoszczędziłem trochę pieniędzy i OGROMNĄ porcję czasu. A takie tłumaczenia istnieją od wielu lat, tylko że kiedyś to byli ludzie. Właściwie, to dalej są to ludzie. Mówię o sytuacjach, gdzie znana osoba zza granicy przyjeżdża np. do Polski, aby spotkać się z fanami. Często do obsługi wydarzenia wynajmuje się tłumacza, który jest mostem pomiędzy fanami a gwiazdą. Jeszcze nie słyszałem, by takie spotkanie przeprowadzono z użyciem elektronicznego tłumacza i w sumie nie wiem czemu. Może uchodzi to jeszcze za niedokładne? A może po prostu kiczowate i psujące klimat? Jakkolwiek by nie było — jestem przekonany, że to się zmieni. Maszyna wyprze człowieka.

Dziś język angielski uchodzi za bardzo potrzebny w życiu przedmiot szkolny, może nawet najbardziej potrzebny. Niedługo jednak będzie on traktowany jak matematyka. Dzieci już niedługo zaczną mówić: po co mam uczyć się języka, skoro w każdej sytuacji, w której będzie mi on potrzebny, mogę użyć komórki lub słuchawki–tłumacza? I będą miały rację.

Sprawna komunikacja to rzecz drugorzędna.

Też kiedyś myślałem, że w nauce języka chodzi o sprawną komunikację. Że uczymy się, by móc się porozumieć w potrzebie. Gdyby tak było, to angielski wystarczyłby w prawie wszystkich sytuacjach, które przytrafiłyby się nam w życiu. Moja pasja do języków prawdopodobnie wynika z chęci komunikowania się, ale, naprawdę, angielski wystarczy prawie do wszystkiego. Lokalne języki są potrzebne do czegoś innego. Pozwalają one poznać lepiej ludzi i kulturę. Rozmawiając po angielsku nigdy nie nawiążesz przyjaźni tak silnej, jak mógłbyś nawiązać, gdybyś porozumiewał się ojczystym językiem twojego przyjaciela. Nie zrozumiesz go tak dobrze, jak byś mógł. Oczywiście obok języka, ważna jest też kultura. Żeby poznać obcą kulturę, nie potrzeba obcego języka.

Jednakże, język pomaga w poznawaniu kultury, gdyż język jest tworzony przez kulturę, a kultura przez język. To jest właśnie to, co uwielbiam. Jestem wielkim fanem uczenia się gramatyki i tak dalej, ale równie piękną rzeczą jest zrozumienie zupełnie obcych mi ludzi lepiej. Wiem co czują, bo znam ich język i kulturę. To super uczucie!

Trzecia strona medalu.

Dziś nikt nie chce uczyć się matematyki, bo komputer i tak policzy to szybciej niż ja. Efekt jest taki, że zawody, w których potrzebna jest znajomość matematyki, są najlepiej opłacane. Ci ludzie, oczywiście, nie są głupi i do obliczeń używają komputerów. Jednak wiedzą jak ich używać. Tak samo z językowcami. Czy językowcy używają słowników lub translatorów? Oczywiście. Jednak wiedzą jak ich używać.

Moja prognoza jest taka, że będzie czas, w którym biznes uczenia języków będzie nieopłacalny. Ludzie nie będą chcieli się uczyć, bo nie będą czuli takiej potrzeby. Popyt spadnie. Prywatne szkoły językowe będą się zamykały. Po takim okresie, który nie będzie trwał długo, nastąpi odrodzenie. Nastąpi, bo okaże się, że znając języki można zarobić więcej niż nie znając ich. A może to następuje już, codziennie, w każdym człowieku osobno?

Tak na marginesie, gdy spadnie popyt na szkoły językowe, niekoniecznie spadnie popyt na materiały do samodzielnej nauki. Poligloci, maniacy językowi i tak zazwyczaj nie korzystają ze szkół językowych, tylko uczą się na własną rękę. Wiedzą, że nauka w szkole jest pod wieloma względami nieopłacalna. Więc być może taki upadek szkół byłby naturalną konsekwencją, niezależną od rozwoju technologii.

To jak to w końcu jest: warto inwestować w języki? Dlaczego?

Skomentuj artykuł tutaj lub na Facebooku.

Zdjęcie pochodzi z flickr.com.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.